Podobno Ryanair waha się między Bratysławą a Krakowem. Wcześniej już wielokrotnie obiecywał bazę w Warszawie, Łodzi, Wrocławiu czy Gdańsku. Zawsze jednak coś na końcu stoi na przeszkodzie – najczęściej zbyt wysokie stawki opłat terminalowych i zbyt niskie (zdaniem Ryanaira) wsparcie finansowe ze strony samorządów.
Ryanair wciąż otwiera nowe kierunki w naszej części Europy, a likwiduje połączenia w Irlandii i Wielkiej Brytanii. Nieoficjalnie mówi się, że niebawem Ryanair zadecyduje, gdzie otworzyć swoją nową bazę – w Krakowie czy Bratysławie. Bratysława straciła jednak sporo punktów po kompromitacji tamtejszych służb antyterrorystycznych. Agencji podłożyli imitację ładunku wybuchowego nieświadomemu klientowi i zapomnieli na czas wyciągnąć ją z bagażu. W efekcie nieświadomego pasażera aresztowano po wylądowaniu w Dublinie.
W miastach, gdzie Ryanair założył swoje bazy gwałtownie wzrastał ruch lotniczy. Np. w hiszpańskiej Gironie, gdzie 10 lat temu ruch lotniczy wynosił 200 tys. pasażerów rocznie, a obecnie niemal 7 mln. Niewielkie belgijskie miasto Charleroi w 2009 r. odprawiło 3,5 mln pasażerów (czyli o milion więcej niż Balice). Z niewielkiego Bergamo Ryanair lata w 50 kierunkach, a lotnisko obsługuje 7 mln klientów. Z kolei na sycylijskiej Trapanii ruch lotniczy po instalacji bazy Ryanaira wzrósł o 500 proc. Ryanair przyczynił się także do wzmocnienia roli podupadłego rzymskiego lotniska Ciampino, gdzie ruch lotniczy wzrósł z 300 tys. do 7 mln. Podobnie było w malutkim Shannon, liczącym zaledwie 8 tys. mieszkańców, skąd Ryanair woził rocznie 3 mln klientów i mocno wypromował region. Jak widać, założenie bazy Ryanair jest dla portu lotniczego niezwykle opłacalne.
Na podstawie Gazety Wyborczej
/KY/
|