Europejski Informator Lotniczy
  • Szukaj


  • Opóźnienia na lotniskach

    Flight information is provided by FlightStats, and is subject to the FlightStats Terms of Use.
    <
  • Aktualności Eurocontrol


  • Polecamy TravelForum.pl

      No item elements found in rss feed.

Aktualności

25. rocznica katastrofy lotniczej w Lesie Kabackim

25. rocznica katastrofy lotniczej w Lesie Kabackim

9 maja 2012

Dziś mija 25 lat od największej katastrofy w dziejach polskiego lotnictwa. 9 maja 1987 r. na obrzeżach Warszawy w Lesie Kabackim rozbił się samolot LOT-u „Tadeusz Kościuszko”.

Be Sociable, Share!


Dziś mija 25 lat od największej katastrofy w dziejach polskiego lotnictwa. 9 maja 1987 r. na obrzeżach Warszawy w Lesie Kabackim rozbił się samolot LOT-u „Tadeusz Kościuszko”. „Cześć! Giniemy!” to były ostatnie słowa kpt. Zygmunta Pawlaczyka do kontrolerów lotu. Zginęły 183 osoby – wszyscy, którzy byli na pokładzie.

Feralny lot rozpoczął się o godz. 10.18 rano. Ił-62M „Tadeusz Kościuszko” należący do Polskich Linii Lotniczych LOT wystartował z Okęcia do Nowego Jorku. Na pokładzie było 11 członków załogi i 172 pasażerów. Pierwszym pilotem był kapitan Zygmunt Pawlaczyk – jako pilot cywilny pracował w LOT od 1955 roku.

Ostatnie dramatyczne chwile Iła-62M

Awaria pierwszego z czterech silników samolotu produkowanego w b. ZSRR nastąpiła o godz. 10.40. Na pokładzie iła, który mijał wtedy Grudziądz wybuchł pożar. – Dwa silniki poszły! – krzyknął ktoś w kokpicie. Piloci postanowili zawrócić na lotnisko do Warszawy, zamiast lądować w bliższych Gdańsku czy Modlinie. Okęcie – w razie potrzeby – było wyposażone w najnowocześniejszy sprzęt gaśniczy, a samolot musiał zgubić jeszcze część paliwa lotniczego.

Piloci wkrótce stracili panowanie nad samolotem. Musieli zdawać sobie sprawę, że już nic nie da się zrobić. Rejestrator głosu w kabinie odnotował pożegnania pilotów: „Dobranoc! Do widzenia!”. Ostatnie słowo należało do kpt. Pawlaczyka, który tuż przed zderzeniem samolotu z ziemią krzyknął: „Cześć! Giniemy!”. „Tadeusz Kościuszko” rozbił się w Lesie Kabackim o godz. 11.12 pięć kilometrów od lotniska. Wpadając między drzewa z zarejestrowaną prędkością 480 km/godz., maszyna rozpadła się na setki kawałków.

57 ofiar katastrofy nigdy nie zidentyfikowano

Wybuch ściągnął w pobliże katastrofy mieszkańców okolicznych domów. Już kilka minut po tragedii miejsce katastrofy otoczyło wojsko i funkcjonariusze ZOMO. Według relacji świadków, zebranych w książce Jarosława Reszke „Cześć, giniemy! Największe katastrofy w powojennej Polsce” z 2001 roku, widok miejsca tragedii był makabryczny.

Większość szczątków ofiar przewieziono do Zakładu Medycyny Sądowej w Warszawie. Na cmentarzu w Wólce Węglowej ustawiono z kolei specjalny namiot, by tam rodziny ofiar mogły zidentyfikować zabitych. Identyfikującym asystowali psychologowie, ale ich pomoc podobno i tak na nic się zdała, bo widok był przerażający. Żadne ze 183 ciał nie zostało znalezione w całości. W końcu zidentyfikować udało się tylko 126 osób, a 57 nierozpoznanych szczątków pochowano potem we wspólnej mogile.

Do zbadania katastrofy natychmiast powołano specjalną komisję rządową. Na jej czele stanął wicepremier Zbigniew Szałajda. Komisji raport końcowy udało się przedstawić już po niecałych trzech miesiącach pracy niestrudzonych śledczych i ekspertów. – Norma to była praca od 7 rano do 23, a często i do 1 w nocy – wspominał w rozmowie z „Polityką” jeden z członków komisji.

ZSRR: To nie nasza wina. Zawinili piloci

Jak ustaliła komisja, bezpośrednią przyczyną katastrofy była „awaria łożyska podpory pośredniej wału silnika”. Na skutek zatarcia łożyska i miejscowego przyrostu temperatury doszło do pęknięcia wału podczas zwiększenia mocy silnika. Wobec braku mechanicznego połączenia turbiny ze sprężarką doszło do rozkręcenia się i rozpadnięcia turbiny jednego z silników na lewej burcie samolotu, co doprowadziło do tego, że samolot stracił sterowność.

Wniosek? Zawinić musiał producent, bo w łożyskach zastosowanych w silnikach wytwarzała się zbyt wysoka temperatura. Radziecki producent silników D-30KU nie miał jednak zamiaru brać odpowiedzialności za katastrofę. Winą obarczył więc pilotów, którzy mieli popełnić błąd, upierając się, aby lądować dopiero w Warszawie. Silniki z kolei miały ulec uszkodzeniu dopiero w zderzeniu z ziemią.

Polacy nie otrzymali od producenta żadnych danych z wyjątkiem standardowych materiałów pomocniczych dla załogi i obsługi technicznej. Wszystkie obliczenia dotyczące mechaniki lotu maszyny i jej zachowania w różnych warunkach musieli przeprowadzać od podstaw, co w dobie, kiedy nie dysponowano programami komputerowymi, było czasochłonne. Polscy śledczy na początku nie dopuszczali też do prac komisji radzieckich ekspertów – zrobili to dopiero po pisemnej interwencji Kremla, który powołał się na aneks 13. konwencji chicagowskiej (ten sam – jak wskazuje „Polityka” – na podstawie którego badana jest katastrofa smoleńska).

Prokuratura: Winnych wskazać się nie da

Do ostatecznych ustaleń udało się dojść, jak wspomina tygodnik, kilka tygodni po katastrofie na Ursynowie. Na Okęciu w związku z silnymi drganiami w jednym z silników awaryjnie lądować musiał Tu-154M. Silnik zdemontowano i odesłano do producenta do ZSRR, gdzie w obecności członków polskiej komisji ds. badania katastrofy w Lesie Kabackim został rozebrany. Odkryto, że doszło w nim do identycznej awarii jak w „Kościuszce” – oba samoloty miały te same silniki i te same usterki techniczne.

Końcowy raport polskiej komisji zawierał poprawki do instrukcji użytkowania ił-62M oraz 19 zaleceń, z których aż 12 dotyczyło zmian konstrukcji silnika, a 6 – konstrukcji płatowca. Wspólny dokument uwzględniający polskie wnioski został podpisany dopiero po rozmowach w Moskwie, w listopadzie 1987 roku.

Winnych jednak nigdy nie wskazano, a śledztwo umorzono. Wiele rodzin ofiar się przeciwko temu buntowało i składało zażalenia. Część oburzała się, pisząc, że „tam, gdzie giną 183 osoby, nie może nie być winnych”, podczas gdy inni obwiniali linie lotnicze i producenta silników. Nic to nie pomogło. Prokuratura wskazała kilka uchybień i sformułowała szereg wniosków do PLL LOT, ale winnych nie ustaliła.

Mieszkańcy Ursynowa wdzięczni załodze iła

W opinii warszawiaków mieszkańcy Ursynowa zawdzięczają kpt. Zygmuntowi Pawlaczykowi, że w ostatniej chwili samolot skierował w stronę lasu, odciągając go od terenu zabudowanego. Dlatego postanowili uhonorować załogę samolotu i samego kapitana, nazywając jego imieniem jedną z ulic, a drugiej nadając imię alei Załogi Samolotu „Kościuszko”.

W lesie Kabackim w pobliżu miejsca katastrofy ustawiono krzyż oraz kamienny pomnik z wyrytymi nazwiskami ofiar lotu numer 5055. Rada Państwa uhonorowała pośmiertnie załogę samolotu odznaczeniami państwowymi. Po katastrofie „Kościuszki”, a wcześniej – w 1980 roku Kopernika, w której zginęło 88 osób – polski przemysł lotniczy na początku lat 90. pozbył się iłów i LOT zaczął latać boeingami. Jak zwraca uwagę „Polityka”, ostatnie dwa samoloty, które kupione zostały od Rosjan, to Tu-154M. To jeden z nich rozbił się 10 kwietnia 2010 roku pod Smoleńskiem.

Na podstawie: gazeta.pl

Be Sociable, Share!

Podobne wpisy

Komentarze

*

Przyloty Warszawa Okęcie